A struggle for a simpler life captured with a camera

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urban gardening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urban gardening. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 października 2015

, , , , ,

Od lata do jesieni

Długo nie mogłam się zabrać za wrzucenie zdjęć z ogródka. Najpierw nie było skoszone, potem nic jeszcze nie wyrosło, potem brakowało domku albo domek był jeszcze nie pomalowany (ciągle do końca nie jest). W końcu dałam za wygraną. Ogródek jest wiecznie niedoskonały, constant work in progress, zupełnie jak ja. I kiedy już ci się wydaje, że wszystko jest uporządkowane, że wychodzisz na prostą, przychodzą ślimaki i zjadają całą sałatę. A potem nie masz czasu, zajmujesz się czymś innym i nagle orientujesz się, że trawa sięga do połowy łydek, znów wszędzie straszny nieporządek i czujesz, jakby wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Jak to w życiu.

niedziela, 25 stycznia 2015

, , , ,

On the menu in January



One would think that eating in season would be difficult in January for someone who lives in zone 6. Yet, there are crops that you can harvest, even if you have to dust off the snow first. Fashionable kale is waiting for you, crispy from the cold. Scorzonera hispanica has been with us since November, just like other root vegetables. And of course you can always grow some microgreens. Even my unforgiving northern-east window is ok for them. So what's on the menu? Homemade onion baguettes with kale, garlic and broad beans spread? Check. Pasta topped with scorzonera, leeks and carrot cooked in rice milk? Check. Savoy cabbage with lentil sprouts and roasted tofu. Check. Krupnik soup with scorzonera? Still on the waiting list.

Mogłoby się wydawać, że trudno w tym kraju o świeże, sezonowe warzywa zimą. I choć warzywniaki kuszą dobrami zwiezionymi z południa, to przecież i u nas jest sporo rzeczy, nawet jeśli trzeba je przynieść z piwnicy albo wydobyć spod śniegu. Jest modny ostatnio jarmuż i równie modny wężymord, a wraz z nim wszystkie inne warzywa z korzeniami spichrzowymi. Poza tym zawsze można wyhodować kiełki, nawet na oknie od tej smutnej, północno-wschodniej strony. Co więc mamy w menu? Były domowe bagietki z cebulą okraszone smarowidłem z fasoli, jarmużu i czosnku. Była jarzynka ze skorzonery, pora i marchewek podana z makaronem. Była kapusta włoska z kiełkami soczewicy i wędzonym tofu. A na swoją kolej czeka krupnik ze skorzonerą.

Anna Pavord, whose book I've been reading recently, gives a sound piece of advice: use that quiet period of January to sort through your seeds. If you've collected any, it's time to clean them. It's also good to plan ahead and think of what seeds you will be needing this spring and what you need to buy. As a beginning urban gardener, I hardly have any seed collection. I've stolen some Ipomea capillacea seeds on my walk to Niepołomice, and will trade some with my mother who has been collecting the purple variety. I have some basil form her garden (in the picture), some marigolds (Tagetes patula) stolen during another walk (but they are so popular it's no crime), hosta (stolen in the park) and finally my own evening stock from my own balcony. Too much? You haven't seen the shopping list.

Anna Pavord, której książkę ostatnio podczytuję, radzi – bardzo rozsądnie – by wykorzystać styczniowy okres zastoju ogrodniczego na uporządkowanie nasion. Jeśli jakieś zebrałeś, teraz jest najlepszy moment, żeby je wyczyścić i posortować. Styczeń to także czas na planowanie i zamawianie nasion, które będą nam w tym roku potrzebne. Jestem początkującą ogrodniczką balkonową, więc nie mam zbyt wielkiej kolekcji nasion. Podczas spaceru do Niepołomic udało mi się ukraść różowego wilca. Wymienię się z mamą, która zebrała nasiona purpurowego. Z maminego ogrodu wzięłam bazylię, innym razem ukradłam aksamitki (aksamitki są wszędzie, więc to żadna zbrodnia), a z parku przyniosłam nasiona funkii. Wreszcie są też niekradzione nasiona maciejki, które zebrałam z mojej balkonowej donicy po przekwitnięciu. Dużo tego? Lista zakupów jest jeszcze dłuższa.

niedziela, 5 października 2014


I'f you're lucky enough to have a cat and if you watch her closely, you have probably noticed her getting prepared for a long leap. Body close to the ground, eyes fixed on the aim. She stays still, not even one muscle moves, except for the back legs. Those are working hard. A cat is putting her weight forst one one of them, then on the other, repeating this a few times before she finally jumps.

This is how I'm feeling right now. I have been deprived of a proper summer ending by a sudden construction work in the tenment house where I live. One day scaffolding just emerged behind my window, cutting off next to all the sunlight. The plants had to be moved form the balcony and temporarily placed in the apartment. Some haven't survived. Strawberries stopped producing fruit. There was no place to seed autumn crops such as lettuce and kale. And now it's too late to do almost any gardening. Thank God for bulbs, they give me hope and something to do.

Having been deprived of my balcony I already started planning for the next year. We're gonna have three varieties of of cherry tomatoes, runner beans (mascotte variety), some rocket and pak choy, I'm gonna get some sweet peas and wild flowers form my mum… I have everything planned. I even made charts and tables. I'm waiting. Ready to reclaim my balcony.

A copule of survivors placed by the only window providing natural light. Sadly, only in the mornings.

sobota, 26 lipca 2014

sobota, 5 lipca 2014

czwartek, 22 maja 2014

Podczas konferencji TYPO Berlin Jürgen Siebert wspomniał o pewnym spotkaniu, które organizował w ramach Creative Mornings (to poranne piątkowe spotkania: jest śniadanie i ktoś opowiada o projektowaniu, życiu czy innych kreatywnych dziedzinach). To konkretna edycja miała się odbyć pod hasłem food, więc jako lokację wybrano Prinzessinnengärten, którą Jürgen opisał jako „wspólna przestrzeń poświęcona miejskiemu ogrodnictwu”. Zaraz następnego dnia rano, jeszcze przed konferencją, wybrałam się Moritzplatz, gdzie Prinzessinnengärten się znajdują, żeby zbadać ten fenomen.

Duża przestrzeń, która przez jakieś 50 lat leżała odłogiem, teraz kwitnie. Wszędzie stoją kontenery z roślinami. Są truskawki i topinambur. Są zioła z Dalekiego Wschodu, o których nigdy w życiu nie słyszałam. Sadzi się wszędzie i we wszystkim (kartony na mleko, skrzynki i skrzynie). Gromadzi się deszczówkę. Hoduje się pszczoły. Jest kawiarnia i restauracja. Są ławki, stoliki i stół z piłkarzykami. Odbywają się wykłady warsztaty. Wszystko jest mobilne – skrzynie z warzywami można przenosić, budynki można rozebrać. Każdy może przyjść i pomóc.

Prinzessinnengärten robią wrażenie niezwykłe. Wokół wznoszą się wysokie budynki, ludzie biegną z miejsca na miejsce, zejście podziemne do U-bahny pochłania i wypluwa kolejne grupy. A za różową bramą jest spokój, jakby wkraczało się do innego świata. Pełne ucieleśnienie ogrodnictwa miejskiego.

Dobry materiał (który jednak nie oddaje fantastycznego wrażenia, jakie daje po prostu przebywanie w Prinzessinnengärten) do obejrzenia tutaj.

Prinzessinnengärtenn
Moritzplatz
Prinzessinnenstraße 15
10969 Berlin, Niemcy

Search This Blog