A struggle for a simpler life captured with a camera

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photography. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą photography. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

, ,

Everybody needs some light



Fotografia i hodowla roślin mają ze sobą więcej wspólnego, niż się wydaje. Przede wszystkim łączy je wrażliwość na światło. Bez światła nie ma fotografii, nie ma też roślin.

Jeśli staniemy po środku pokoju w jakiś w miarę słoneczny dzień, będzie nam się wydawało, że jest bardzo (a przynajmniej wystarczająco) jasno. Prawie tak jasno, jak na zewnątrz. Ale wystarczy wyciągnąć światłomierz (albo aparat ze światłomierzem), żeby się przekonać, że przy małej czułości nie uda się zrobić zdjęcia. Jednak wystarczy się przysunąć do okna i skierować aparat na parapet, żeby sytuacja znacząco się zmieniła.

Tak samo działa to z roślinami. Wydaje nam się, że przecież w pomieszczeniu jest jasno i bez problemu możemy postawić sobie agapanta albo aloes na biurku mocno oddalonym od okna. Albo eszewerię na północno-zachodnim parapecie – sama tak zrobiłam! Nie zdechła, ale rosła bardzo malutka i powyciągana. Po przeprowadzce na południowy parapet w domu moich rodziców w ciągu kilku dni (!) powiększyła się ponad pięciokrotnie (!!).

To oczywiście nie znaczy, że w pomieszczeniu nie da się robić zdjęć, a ja nic nie mogę postawić na parapecie w sypialni. Po prostu zamiast filmu z ISO 100 powinnam włożyć 400, a zamiast eszewerii kupić sobie paprotkę. Co innego w łazience, gdzie nie ma żadnego okna. Lampy błyskowej nie lubię, tak samo jak sztucznych roślin.

niedziela, 28 czerwca 2015

, , , ,

Analogue



This picture was taken during last year vacations in East Anglia. I had only one camera with me, an old Nikon EM with two rolls of film. I had no idea that the rubber gasket has thinned out letting light inside, which was then visible on the photos. The one above is actually pretty decent, the rest is much worse. As soon as I got home, I had the camera fixed. But I couldn't fix the pictures.

One would think that after such a disaster I'd stop this nonsense and stick to regular DLSR or just a phone. But no.

Actually, I find photography stressful. It's the same with design and I work as a designer. I have very little formal training in those fields (a few courses, some workshops) and I think I'm kind of ashamed of that. I try to compensate by working hard, which is usually a good thing, but doesn't really go well with vacations. I really don't want to spend an entire day by the sea looking for the best angle. It's also super annoying to my travel companion.

Shooting analogue with a limited number of frames makes me change my approach. Instead of blindly pushing the shutter button, I can actually focus on what I'm looking at. I think it brings me closer to what photography is about – observing.

To zdjęcie zrobiłam w zeszłym roku na wakacjach we wschodniej Anglii. Jeśli nie liczyć telefonu, zabrałam ze sobą tylko jeden aparat – starego Nikona Em z dwiema rolkami filmów. Kiedy go pakowałam, nie wiedziałam, że ma koszmarnie wytartą uszczelkę. Dopiero po wywołaniu filmu zobaczyłam, że większość zdjęć do niczego się nie nadaje: były albo zupełnie prześwietlone, albo poznaczone takimi właśnie czerwonymi smugami. Aparat udało się oczywiście naprawić, kosztowało to grosze. Ale zdjęć z najważniejszych podróży w moim życiu nie odzyskałam nigdy.

Można by pomyśleć, że po czymś takim zarzuciłam moje dziwactwa i wróciłam do współczesnych, mniej zawodnych technologii. Ale nie.

Tak naprawdę fotografia strasznie mnie stresuje. Podobnie jak z projektowaniem, którym zajmuję się na co dzień, mam poczucie, że cały czas tylko udaję, że się na tym znam. Brak formalnego wykształcenia artystycznego urasta do mojego największego kompleksu. Staram się nadrobić pracowitością. Bardzo przydane w pracy, zupełnie nieprzydatne poza nią. W końcu można spędzić cały pobyt na plaży w poszukiwaniu jeszcze lepszego ujęcia. Mój towarzysz podróży podczas naszej wycieczki do Pragi mój towarzysz podróży prawie mnie znienawidził.

Aparat analogowy zwalnia mnie od bezsensownej pracowitości. Zamiast tego wzmaga uważność. Kiedy na cały wyjazd mam od 20 do 70 klatek, znacznie więcej patrzę, a znacznie rzadziej naciskam na spust migawki. Mniej zdjęć, lepsze wspomnienia.

wtorek, 25 lutego 2014

, ,

Backstage

Wydawałoby się, że jestem z natury stworzeniem leniwym, ale daj mi więcej niż dwa dni wolnego, a już zacznę coś organizować, robić projekty, wymyślać sobie zajęcia. Niektóre z tych zajęć bardzo lubię, na przykład fotografowanie, i chętnie się nimi zajmuję, kiedy tylko większe ilości wolnego czasu pojawiają się na horyzoncie. Ale czasem trudno się zmotywować do wyjścia z domu. Porobiłabym zdjęcia, ale światło takie brzydkie. Wyszłabym na spacer, ale mam zakwasy. I wtedy dobrze mieć motywator. Albo kogoś, kto motywuje.

Mnie motywuje Gosia. Co jakiś czas spotykamy się, żeby zrobić zdjęcia na jej bloga. Zwykle do dyspozycji mamy tylko weekendy (zima nie jest łaskawa, jeśli chodzi o długość dnia, więc przy pracy do 17.00 i słońcu zachodzącym przed 18.00 nie ma co marzyć o popołudniowych zdjęciach), więc kiedy uda się już zgrać grafiki, to nie ma wymówek, trzeba korzystać z okazji. Zwykle zmuszę się już wtedy, żeby wyjść trochę wcześniej, poszukać po drodze kadrów, może zrobić kilka zdjęć dla siebie. Potrzebuję więcej takich motywatorów.

Ważna jest jeszcze jedna rzecz: między motywacją a presją jest spora różnica. Ta pierwsza zachęca do robienia rzeczy, ta druga wisi nad człowiekiem jak topór i wywołuje niechęć. Deadline, narzucony grafik, obietnica – to wcale nie pomaga. Znacznie bardziej lubię „zróbmy razem coś fajnego”.

poniedziałek, 3 lutego 2014

, ,

Inspirational Monday

via Dustjacket Attic
I'm a sucker for that kind of pictures: bed, pillows, a couple of objects like a cup of coffee, a pair of glasses, a book or a magazine. If there is also morning light involved I might just swoon. They make me feel so cozy, so at home, so safe. I have an entire Pinterest board dedicated to them. Check it: Time to relax.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

,

Inspirational Monday

via thestorycanresume.tumblr.com

For me this photo is about two things. First – focus. I love looking at things through other things. This photo couldn't exist without the model, but it doesn't imply that the focus has to be on the model. Two – embrace the grain. I learned to accept the grain and even appreciate it in black and white pictures. Yet here we have one in color. But still it doesn't bother me. Quite the opposite. I guess it's because it was taken with an analogue camera which prodoces completly different grain than digital cameras.

wtorek, 3 grudnia 2013

, , , ,

Anna Maria #2

There is a brilliant post by Agnieszka Rzymek that serves as a great proof that it's good to revisit old pictures. Almost a year ago I shoot Anna Maria. It took me a while to render and publish them because I was quite unsatisfied with my performance. (Anna Maria was great as always. She also has her own jewelry line!) But today I looked at those pictures once again and I finally started to appreciate the strong light and shadow play. Here you can see the previous post with pictures form the same session.

sobota, 16 listopada 2013

There is something about them. Hung high above the street, attached to poles or buildings using what seems from the ground to be a very thin string.

I think so much about light in photography, but it's so gloomy outside that I don't even have an opportunity to see if I can use the sun properly.

środa, 30 października 2013

Every summer I try to travel somewhere and just totally relax. It can be only for a weekend, it doesn't have to be very far. But it has to be comfortable. This way I can create a memory that can feed me for months. This is the case with my trip to Prague. I only need to recall: the perfect weather, so sunny that one can't really believe it's September; gorgeous apartment with balcony by the bedroom and the sun waking me gently up in the morning; slow exploration of the Karlin district; long relaxing hours in the swimming pool – and just thinking about it makes me feel good.

niedziela, 13 października 2013

, , , , , , ,

Temat Rzeka


Mimo spadających liści nie sposób zapomnieć o lecie. Znów dwadzieścia stopni na termometrze, można otworzyć balkon i pozwolić kotom wylegiwać się w słońcu. Tylko to słońce jest już takie inne: grzeje mniej, ale w barwie jest cieplejsze. Przypomina wieczór pod Tematem Rzeką (ach, jak ja zazdroszczę Warszawie tych skrawków plaży!).











, ,

Suddenly on the street

On Sunday I've been taking pictures of beautiful and talented Gosia. We aimed for this almost cliché fashion shoot with model crossing the street when this gang appeared ready to have their picture taken. We didn't even talk. They just stopped, I snapped the picture and they continued the walk. How surreal.

środa, 25 września 2013

, , , , ,

Nadal o Warszawie




Ciągle wspominam mój warszawski weekend trochę jak babski spinoff do Before Sunrise – chodzimy po mieście i gadamy. Do tego hektolitry zimnych napojów. Najlepszy sok aloesowy – cudnie chłodzi. Nie cytrusy, nie arbuz, ale sok aloesowy. Zasadniczo lepiej w taki upał siedzieć niż chodzić. Można siedzieć na plaży, na Polach Mokotowskich, w dziwnym podwórku obok Krowarzywa (polecił Jarek) albo wśród hipsterów w Charlotte, gdzie na suficie kręcą się wiatraki a kelnerzy i kelnerki wyglądają jak modele, aż chce się ich sfotografować (i przy okazji zrobić zdjęcia połowie klienteli, ale odwagi brakuje, więc zamiast tego fotografuje się słoiki z czekoladą), albo wreszcie na najwyższym piętrze Pałacu Kultury.





wtorek, 24 września 2013

, , , , , ,

Zen Place

Moja ostatnia wyprawa do Warszawy odbyła się pod hasłem „włosy”. Dermatolog kazał mi obciąć się najkrócej, jak się da, a ze sprawami zdrowotnymi się nie dyskutuje. Przyjęłam ten wyrok z ciężkim sercem, bo od kilku lat praktycznie nie skracałam włosów i sięgały już za łopatki (a to, że i tak zwykle nosiłam je spięte na czubku głowy w koczek Małej Mi, to już inna sprawa).

Tak drastycznego cięcia nie można powierzyć byle komu. Godziny na Pintereście pozwoliły mi na zestawienie fryzur, które najbardziej mi odpowiadają. Tak wyposażona udałam się z Agnieszką do jej zaprzyjaźnionej fryzjerki, Sylwii.

Zakochałam się. Sylwia prowadzi Zen Place – najpiękniejszą pracownię na ziemi, pełną akcesoriów fryzjerskich, kosmetycznych i krawieckich. Malutkie mieszkanie ma też uroczy ogródek, gdzie po traumatycznym cięciu można się zrelaksować z kubkiem zielonej herbaty.

Sylwia zajęła się moimi włosami bardo delikatnie. Cięła jak najdłuższe pasma i odkładała na bok na wszelki wypadek – gdybym źle się czuła w nowej fryzurze, mogłabym zrobić sobie przedłużenia z własnych włosów.

W Zen Place miałam ochotę sfotografować wszystko: mieszkającego tam królika, szmaciane lalki i ozdoby, różowe ściany, kosmetyki, dekoracje, drobiazgi (których było mnóstwo). Przy obróbce zdjęć zdecydowałam się na coś innego niż zwykle, bardziej moim zdaniem pasującego do estetyki pracowni Sylwii.

***

To cut my hair short I went to Sylwia's magical atelier called Zen Place. As it was full of pretty things, I couldn't resist taking a couple (ok, a few dozens) of pictures.

I decided for a different rendering than usually – it seemed more appropriate for the atmosphere of Zen Place.

Search This Blog